Wchodzimy do jego mieszkania w Mejszagole, pianino, kontrabas, gitara. Niegdyś inna ściana uwieszona była medalami mistrza sportu. Instrumenty muzyczne są młodszego syna. Eryk jest muzykiem z krwi i kości.W kogo ? - pytam. Taki się urodził - odpowiada ojciec. Starszy syn Zbyszek - a raczej musimy powiedzieć, że był - mistrzem sportu w tenisie stołowym, uczestnikiem wielu imprez sportowych na skalę światową, zwycięzcą tych zawodów.

Ojca poznałem dawno temu. Podjałem pracę w "Czerwonym Sztandarze" i tam po jakimś czasie zapoznaliśmy się. Przychodził do redakcji, po prostu lubił przychodzić i porozmawiać, a że tematów miał w bród, to mnie właśnie i ciekawiło.

- Pamiętasz - pytam - nasze pierwsze spotkanie?

- Byłeś młody i .......... z brodą.

- Ty byłeś nieco starszy ode mnie, ale bez brody. A nasze dyskusje w redakcji - pamiętasz? 12 lat temu.

Stop. Wystarczy sentymentów i wspomnień. Józek Rusakiewicz przychodził też do redakcji, bo przynosił materiały do druku. Lubił pisać, szczególnie na tematy krajoznawcze, aczkolwiek, mówmy szczerze, nie zawsze mu się udawało wyłuszczyć sedno sprawy.

Nieraz tak sobie pomyślę, żeby takich ludzi jak on byłoby więcej.

Ojciec Józka Pan Emilian miał sporo ziemi, konikiem jednak jego było introligatorstwo. Zajmował się tym u Państwa Hrabiów Umiastowskich w Żemłosławiu. Pałac Umiastowskich znajdował się pomiędzy Sobotnikami a Dziewieniszkami ( dziś pomiędzy Litwą i Białorusią). W domu zawsze było pełno książek. Mały Józek wprost pochłaniał je. A jeszcze niemal przez cały czas rysował i lepił z gliny - bo ręce tego potrzebowały. Pan Emilian również całe życie śpiewał w kościelnym chórze i to też miało wpływ na chłopca. Teraz dopiero możemy powiedzieć i przypuścić - skąd muzyczne zdolności u Eryka. Po dziadku. Józek ukończył szkołę, postanowił pojechać do Mińska do Akademii Sztuk Pięknych. Matka jednak na tyle nie chciała, żeby wyjechał na Wschód, że zamówiła mszę świętą w Ostrej Bramie. Żeby nie wstąpił i nie pojechał do Mińsku. Co prawda i konkurs był ogromny. W następnym roku pojechał do Wilna. W Akademii Sztuk Pięknych nie znalazł żadnego wydziału ani po polsku, ani po rosyjsku.

Miał zamiar pojechać do Leningradu, do Muchinej. Otwarcie mówiąc, że groziła służba czynna, a że służyc w sowieckim wojsku nie chciał, więc postanowił unikać go w różny sposób.

Przyszedł do wniosku, że najbliższym kierunkiem jego zainteresowań może być geografia. Wydział taki był akurat w Nowej Wilejce. Wstąpił. Dzisiaj Nową Wilejkę wspomina z pewnym sentymentem. Tutaj ukończył wydział geografii, tutaj też nauczył się dobrze rozmawiać po polsku. Bo w domu używano języka prostego.

Po szkole nauczycielskiej, pojechał pracować jako nauczyciel do Skorbucian. A jednocześnie wstąpił na wyższe zaoczne studia do Leningradu, do Wyższej Szkoły pedagogicznej im. Hercena na wydział geograficzny.

Uważa, że znalazł swe powołanie. W szkołach, gdzie pracował, wykładał też rysunek. A że potrafił to zrobić dobrze, świadczy o tym fakt,że nie jeden jego wychowanek, wstąpił na kierunek artystyczny. Opanował fotografię. Aparatem fotograficznym włada doskonale.

- Ile rzeżb zrobiłeś dotychczas - pytam.

- Nigdy nie liczyłem. Wyobraż sobie, że dla każdego uczestnika wesela mego syna zrobiłem prezent z drewna. A nie było tego mało, bo około 60 sztuk.

- Prawdziwy mistrz nie prowadzi rejestracji swoich dzieł -mówię.

- Posłuchaj, można pomyśleć, że jestem naprawdę mistrzem. Przecież w zasadzie każdy może to zrobić.

- Ale nie każdy to robi, to chyba jednak nie potrafi - replikuję.

Sporo rzeżb Józek ma u siebie w domu, dużo rzeczy wypożyczył na wystawę do Białorusi i Polski, do Francji i masa tego jest u ludzi, ktoś kupił sobie lub na prezent, komuś sam sprezentował. - Tak to już jest w życiu. - Zawsze podobała mi się i podoba przyroda - mówi.

Czułem się nieodłączną jej cząsteczką. Józef mówi, ja natomiast xastanawiam się - bylibyśmy o wiele bardziej ludzcy, gdybyśmy tej więzi nie utracili. Zamiłowanie i miłośc do przyrody sprawiły że nie jedną odbył po Wileńszczyżnie wycieczkę na piechotę, jak też pływał na tratwach po Wilii i Niemnie, Berezynie oraz naukowa wyprawa do polskiej wsi Wierszyna, na Syberię, nad jezioro Bajkał i inne. W wyniku tego powstawały opisy odwiedzanych miejscowości, terenów. I już wówczas zrodził się pomysł ułożenia kilku tras turystycznych z Wilna w głąb Białorusi i Litwy. - Na dzień dzisiejszy mam przygotowanych 12 tras po naszych terenach. Sporo pochłonęło to czasu - mówi Józef.

Taki to już Józef Rusakiewicz, że zawsze jest w ruchu, jest zajęty, głowa roi się od pomysłów, które w zasadzie stale realizuje. Sam lub we współpracy z kolegami. Powiedziałbym więc o nim krótko i węzłowato. Prawdziwy kresowiak.

 

Artykuł Władysława Strumiło Redaktora ówczesnego Państwowego Komitetu Telewizji i Radia , działu radia zagranicznego, radia polskiego na Litwie. Obecnie zmarłego. Zmarł nagle w 90-tych latach ubiegłego stulecia.

Źródło; http://www.wilenszczyzna.za.pl/


enfrdeitptrues

75. rocznica ludobójstwa

Reklama

 

Szukaj w serwisie

Statystyki

Odsłon artykułów:
2581899

Odwiedza nas 95 gości oraz 0 użytkowników.

cpr certification online
cpr certification onlinecpr certification onlinecpr certification online